Znajdziesz tu coś o postarzaniu i ozdabianiu mebli poprzeplatane drobnymi życiowymi przemyśleniami i szczyptą humoru, ale nade wszystko jest to blog poświęcony mojej skłonności do decoupage.

Wpisy z tagiem: decoupage na butelkach

czwartek, 03 marca 2011
 

To będzie chyba najdłuższy wpis w historii bloxa, ale będzie też sporo zdjęć, więc może da się przebrnąć. Obiecuję, że kiedyś nie odezwę się ani słowem.

Ponieważ moje malkontenctwo z ostatniego wpisu zostało nieco zganione w komentarzach, więc postanowiłam, że nie będę dokonywać wpisów, gdy duszę trawi smutek a myśli błądzą po bezdennych zakamarkach duszy w poszukiwaniu ukojenia. W końcu taki pakiet genetyczny mi został przydzielony a zawsze mogło być gorzej. Dla odmiany trochę frustracji będzie pod koniec.

Wracając do tematu wiodącego zauważyłam, że od pewnego czasu róże odłogiem leżą u mnie i poza leciwym kuferkiem dawno nic nimi nie okleiłam a przecież róże to królewskie rośliny i należny jest im szacunek. Tak po długim rozstaniu wrzuciłam je na taki mały komplecik, bo i róże, którymi ozdobiłam ten komplecik są małe, gdyż nie zauważyłam po raz kolejny, że nie ten format serwetki zamówiłam. Trzeba będzie zamówić następne wszak nie chodzi o to żeby złapać króliczka, ale by gonić go, choć jestem przeciwna jakiejkolwiek formie dokuczania zwierzętom.







Powyżej różany komplecik w nadkomplecie i znowu jak przystało na urzędniczkę kilka stempli przystawiłam. Koszyczek był różowy i jeszcze na dokładkę się ubrudził a ponieważ jest ze sznurka to nie można go było tak po prostu wyczyścić, więc jego być albo nie być wisiało na włosku. Teraz jego los nie jest zagrożony.

Natomiast poniżej komplecik słoneczny, który  ignoruje kolejność pór roku, ponieważ chciałam żeby nawet nie wiosną, ale od razu latem zapachniało a przy okazji odrobiną optymizmu. Inwencja przy nim polegała na postarzeniu boków i po raz pierwszy pochlapaniu kropek. Dość długo odkładałam te kropki na potem a nie należy nic odkładać na później albo na potem, bo może się zdarzyć, że nie tego będzie potem albo później. Poza tym czułam się jak dziecko, któremu wreszcie pozwolono się trochę pobrudzić.
Kilka kadrów z życia Romana z dialogiem wewnętrznym na tle słonecznego kompleciku.


Przecież tylko ślicznie patrzę.


No, ale tam coś wisi. Nie dam rady. Muszę przynajmniej powąchać. Będę delikatny.


Powąchać i dotknąć. Ale fajne.


Oj tam. Biorę w obroty. Przecież nikt nie widzi.


A skoro o porach roku mowa wkrótce zakwitną białe bzy i trzeba będzie wziąć byka za rogi, bo działka się zacznie a tam do obróbki czekają trzy kredensy (mam nadzieję, że jeden wkrótce wyłoni się z tumanów kurzu jak afrodyta z piany), sześć stolików, dwie trzydrzwiowe szafy, szafeczka krawiecka z milionem zakamarków….chyba to wszystko. Warunek jest taki, że już nikt nic nam nie podrzuci, bo potrzeba bezpłatnego wydłuży się o kolejne pół roku. Zresztą i ja zanim wyrzucę teraz jakikolwiek najbardziej dziadowski mebel czy bibelot przyglądam  mu się przez lupę, bo może da się jeszcze coś z niego wycisnąć poprzez zabieg pielęgnacyjny lub rehabilitacyjny i zyskać unikat na skalę światową z odrobiną własnej emocji i inwencji.

No, więc jak zacznie się działka nasza małżeńska spółka zoo weźmie się za skrobanie, szlifowanie, szpachlowanie i inne zbliżone duchem zajęcia zagryzając w biegu suchą bułą i popijając zupką z torebki w kreacjach mocno odstających od najbardziej pozbawionego stylu pokazu haute couture wyciągniętych z mojego zdekupażowanego pawlacza.

 W ten sposób poznajemy z małżonkiem swoje predyspozycje osobowościowe oraz eliminujemy czynniki zakłócające przez właściwe kształtowanie dziennego rozkładu zajęć. Niestety zasady netwoorkingu nie działają, bo w okolicy rzadko pojawia się jakikolwiek człowiek, ale z góry zaplanowana wydajność pozwala nam na osiągnięcie celów. I jeszcze w ramach dalszego rozwoju osobistego zamierzam po raz pierwszy w życiu zabawić się w rolniczko-ogrodniczkę. W końcu nie możemy okładać się pampersami powiedział w jednym z wywiadów Dariusz Michalczewski i my też musimy być twardzi i otwarci na propozycje, które dyktuje nam nasze wnętrze. Oj chyba będzie jazda.

 Co za choroba żeby z własnej nieprzymuszonej woli nurzać się w ziemi, kurzu, farbie i śmierdzących rozpuszczalnikach a nie ekscytować się przebywaniem  w nowoczesnych, marmurowych biurowcach, gdzie jest sterylnie i bezosobowo przy okazji aplikowania sobie codziennej dawki ołowiu w pogoni za rozszalałymi kierowcami MZK, którzy czerpią radość z zamknięcia drzwi przed nosem. Nie wiem czy w epoce znikających zawodów ludwisarzy czy połykaczy ognia i w erze zamrażania ciał w ciekłym azocie lub wódki w tubkach wypada mieć takie poglądy, ale ja takie mam. Odrobinę się uniosłam. Fotka odzwierciedlająca moje uczucia.



Arcydzieło filmowe moim zdaniem - „Dzisiejsze czasy” Charlie Chaplina z Charlie Chaplinem w roli głównej oczywiście. Temat będzie prawdopodobnie aktualny do końca świata a może i dłużej.

Znikam na kilka dni w Bieszczady żeby naładować akumulatory i nie będzie lepienia a malkontenctwo, frustracja i temu podobne zostaną przepędzone na cztery wiatry mam nadzieję. Do następnego razu.

 


Zajmowanie się przez większą część naszego życia, czymś, co nas niewiele zajmuje, prowadzi do niewrażliwości. Ten brak wrażliwości objawia się coraz natarczywiej w naszym życiu. Coraz więcej ludzi umiera na raka, powietrze i żywność są zatrute, a tymczasem wciąż produkuje się szkodliwe związki chemiczne i całą masę niepotrzebnych rzeczy. To napędza koniunkturę przemysłu farmaceutycznego i "biznes się kręci". Jest "wzrost gospodarczy", nawet, jeśli faktyczna jakość życia spada. Jest to cyniczny wyścig, służący jedynie temu, aby zapewnić sobie doraźnie środki do istnienia…

Choć spotykam ludzi, którzy chcą żyć prawdziwie, słuchają tego, co tak naprawdę jest dla nich ważne, co im daje radość. Ludzi, którzy mając jakieś ideały, długo szukają i nie mogą znaleźć sobie atrakcyjnej pracy. Nie znajdują, bo myślą, że ktoś im podsunie ich własną bajkę….

Paweł Listwan fragmenty – „Klub ludzi antykariery”– www.wegetarianski.pl


Pozdrowienia i gratulacje dla wszystkich, którzy dobrnęli do końca.

Grażyna


niedziela, 09 stycznia 2011

Pogniewałam się chwilowo na mocne cieniowanie, mazanie, postarzanie i na niektóre anioły i zrobiłam, co nieco na białym tle. Oblepiłam kilka szklanych opakowań po różnej maści substancjach i cieczach tak na bardzo szybko, bo jak nie wyjdzie to trudno a wszystko po to żeby poprawić swoje samopoczucie po ostatnim pudełku. Nie dość, że prosto i gładko poszło to jeszcze świat uratowałam przed kilkoma odpadami a moje ego nie popadło w ruinę psychiczną. Żeby tak recykling rozumu można było sobie zrobić. 



Na słoiki musiałam wykombinować trochę ptaków z innych serwetek, bo przecież ptaki na słoikach po kawie są niezbędne, ale musiałam dokonać na nich szybkiej ewolucji kolorystycznej, bo nie do końca byłyby wplecione w krajobrazy.



Butelka ze zdemoralizowaną młodzieżą, której miłość przypieczętowałam stemplami poszła gładko o, tyle, że to, co zostało nalepione wymyśliłam od razu a potem długo  poszukiwałam jeszcze czegoś  sama nie wiem, czego później znużyłam  się tymi poszukiwaniami i nalepiłam to, co widać i w rezultacie to ona najbardziej mi się podoba i jeszcze wykorzystam ten pomysł.

 Do wykonania niebieskiej monochromatycznej butelki przywołany został wzór na  obwód okręgu, ale ponieważ serwetki się rozciągnęły po wpływem kleju to wzór nie zadziałał. To oczywiście nie był mój pomysł, ale jak się ma w domu umysł ścisły to trzeba się liczyć z przymusem uruchomienia lewej półkuli mózgowej nawet do dekupożownia bynajmniej nie przeze mnie. 



I jeszcze butelka ruda, z której najmniej jestem zadowolona i zastanawiałam się czy w ogóle ją wrzucać, ale ponieważ w tło wszedł najpopularniejszy aktor drugiego planu, czyli Roman kot-palikot bardzo harmonizujący kolorystycznie z butelką podczas zabiegów higienicznych to uznałam, że jednak muszę ją wrzucić.




Na końcu moje szklane wytwory w całości dodatkowo z małym wazonikiem a w tle  znowu różne części ciała śpiącego Romana wystające to tu to tam spoza moich wytworów.



Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś udawaj, że jesteś nikt nie zauważy różnicy.

 

 

| < Październik 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
Zakładki:
Moje interesy
Moje prace
Moje ulubione
Mój drugi świat
Sklepy dekupażowe
Sklepy domowe
Z wiejska
Zupełnie inna bajka
PustaMiska - akcja charytatywna
Web Counter
Galeria Unikatu