Znajdziesz tu coś o postarzaniu i ozdabianiu mebli poprzeplatane drobnymi życiowymi przemyśleniami i szczyptą humoru, ale nade wszystko jest to blog poświęcony mojej skłonności do decoupage.

Meble

wtorek, 25 stycznia 2011
                                                                                                                                   

Przyszła kolej na ozdobienie pawlacza z boazerii, bo o ile półkę mam nad samą głową i ją zauważyłam dość szybko to on tak sobie smętnie wisiał aż dostałam olśnienia – jak to może sobie tak spokojnie wisieć? Pawlacz typowo przydasiowy zawiera moje ubrania o numer mniejsze niż ja obecna, ale nie ma jeszcze dramatu, bo okazuje się, że byłam kiedyś całkiem szczupła tylko tego nie wiedziałam wiem to, od kiedy się w te ubrania przestałam mieścić. Jednak powód do zamartwiania się przez lata był a teraz chciałabym oczywiście te kilogramy zgubić, ale coś trzeba w tym kierunku robić a nie tylko siedzieć i lepić.




Od kiedy wzięłam się za dekupażowanie sięgam w ramach oszczędności po ubrania z niego a ponieważ górne partie ciała nie zdążyły mi urosnąć proporcjonalnie w porównaniu z dolnymi to jeszcze się wcisnę w jakąś bluzkę lub sweterek i zostaje trochę kasy na serwetki i pudełka zamiast ciuchów a następnie robię miejsce na kolejne serwetki i pudełka zamiast ciuchów. Same korzyści.

Pawlacz pomalowałam jasnym beżem dekoralu, przypatynowałam tu i ówdzie brązem  i wycieniowałam motywy mieszankami brązu a kwiatki mieszanką brązu z różem, bo w pierwszej wersji róż, który dobrałam był  wręcz odblaskowy i musiałam go odrobinę spacyfikować. Praca na nim nie była zbyt wygodna, bo na wysokościach, mimo, że zdejmowałam drzwiczki z zawiasów to i tak musiałam skakać po taboretach jak  kozica bez formy, ale  przyjemna, bo był całkiem spory obszar do zdekupażowania, co przecież bardzo lubię.




Jak wiele musimy powiedzieć by nas usłyszano gdy milczymy?


poniedziałek, 15 listopada 2010

Półkę taką z bardzo pożądanej i wszechobecnej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku boazerii przyozdobiłam lub mogę też powiedzieć pozbawiłam resztek młodości. Mieliśmy ją z mężem wyrzucić jakieś dwanaście a może i dłużej lat temu, ale nie wyszło jak widać. Kiedyś pomalowałam ją na biało żeby tak bardzo nie straszyła a ostatnio wylepiłam i wyszła trochę sado maso, ale lubię takie mocne postarzanie, które jest możliwe właśnie na wiekowych przedmiotach, bo jak nie wyjdzie to trudno. Wiem, że nie jest to styl dla każdego, ale ja mogłabym mieszkać w takim postarzonym i lekko obszarpanym w sposób kontrolowany domu, co zamierzam powoli wprowadzać w życie. Operacje, jakich na niej dokonywałam spokojnie można nazwać antyporadnikiem dla początkujących, bo ciągle wymyślałam coś nowego żeby ją podniszczyć lub coś domazać jednak mimo wszystko przyjemnie mi się pracowało, bo ma wiele różnych łączeń i zaułków jak to boazeria i zaczęłam podejrzewać siebie, że jestem stworzona do większych gabarytów, ponieważ nakręcam się proporcjonalnie do wielkości rzeczy, którą obrabiam a przy takich właśnie większych to zupełnie jakbym na jakiś dopalaczach była. 





Perturbacje oczywiście były, bo zdzierałam poprzedni motyw zanim wpadłam, na te spopielone róże, które wreszcie doczekały się swojego momentu w związku, z czym widać na jednej zwłaszcza szufladzie większą dewastację po szlifowaniu niż na drugiej, ale to przecież u mnie normalne.




Duża wiedza czyni skromnym mała zarozumiałym

Puste kłosy dumnie wznoszą się ku niebu,

Kłosy pełne ziarna w pokorze pochylają się ku ziemi

sobota, 02 października 2010

Grzebałam w css tak sobie w ramach doszkalania, wyczytałam, że niby nie tak łatwo się da coś zmienić a tu myk i proszę cała szata graficzna jest inna. Na początku wpadłam panikę gdzie moje brązowe kwiatki, ale mąż stwierdził, że może pasuje do wieczorowej pory ten niebieski i jakby przejrzystszy jest cały blog. Muszę się wybrać do magica komputerowego, bo jak tak będzie wyglądała moja nauka css to będzie kiepsko.

Nawiązując do moich śmietnikowych zdobyczy kolejnymi rzeczami są dwa drewniane krzesła. Strasznie takie lubię, ponieważ na jedynym zdjęciu babci, które się zachowało babcia jak prawdziwa dama stoi przy takim krześle. W sklepie jak zobaczyłam cenę zrezygnowałam i dobrze, bo znalazłam na śmietniku, dwa odrapane ze zsiniałym kolorem drewna i siedziskami, na których lepiej nie siadać, ponieważ drzazgi mogłyby naruszyć delikatną strukturę pewnej części ciała. Małżonek je wyremontował (jak zwykle do czarnej roboty), ja pomalowałam i ozdobiłam. Wyszło takie romantyczno-zmotoryzowane krzesło, ciekawe czy babci by się podobało? Na razie nie biorę się za drugie, ponieważ jak jestem w decotransie nie czuję zmęczenia, ale z perspektywy te kwiatki mnie wykończyły. Wiotkie, ale i tak niedocięte, bo by się porwały, a tepowanie, zostało rozmazane przez lakier, mimo, że odstawiłam je na kilka dni do schnięcia. Szczęście, że lubię takie wyraźne postarzanie, bo chyba bym się zaryczała. Do drugiego muszę podejść bardziej sceptycznie.  

Przed założeniem bloga myślałam żeby go zatytułować  - Perypetie z decoupage, teraz żałuję, że tego nie zrobiłam. 




piątek, 20 sierpnia 2010

Zostałam zmuszona do „wielkiego”, dekupażowania ponieważ w spadku po dziadku odziedziczyłam trochę mebli (szlifowania na całe dwa lata chyba, że wezmę urlop bezpłatny). I tak chciałabym pokazać stolik i krzesła, które zrobiłam na wstępie. Oczywiście nie do końca jestem zadowolona, bo jestem zapaloną głową i chciałabym wszystko na już, w związku, z czym kiepsko dobrałam farbę do cieniowania na blacie stolika. Właściwie to dobrze dobrałam, ale nie o to mi chodziło. Jest trochę zbyt pomarańczowa zamiast brązowa, taki trochę gorejący stolik, ale jak na pierwszy mebel może poudawać, że tak miało być. Krzesła przy nim wyszły trochę smutne i widoczne są na nich gwoździe. Jak szlifowałam i malowałam bardzo mi się podobały te gwoździe, były takie rustykalne i w rzeczywistości wcale mi to nie przeszkadza, ale na zdjęciu jakoś dziwnie.

Na końcu krzesło, które nie ma pary, więc postanowiłam trochę poszaleć i zrobić je w żywszej wersji niż poprzednie i udało się. Nawet je wycieniowałam i cienie wyszły pięknie, więc postanowiłam żeby były jeszcze piękniejsze i pocieniowałam jeszcze bardziej i wszystko zepsułam. W pierwszej wersji były ładniejsze.

Mam nadzieję, że na jesieni powstanie z ruin stary kredens kuchenny i mam nadzieję, że wyjdzie na tyle dobrze żeby go pokazać. Postaram się żeby nie był „gorejący”.




















| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Moje interesy
Moje prace
Moje ulubione
Mój drugi świat
Sklepy dekupażowe
Sklepy domowe
Z wiejska
Zupełnie inna bajka
PustaMiska - akcja charytatywna
Web Counter
Galeria Unikatu