Znajdziesz tu coś o postarzaniu i ozdabianiu mebli poprzeplatane drobnymi życiowymi przemyśleniami i szczyptą humoru, ale nade wszystko jest to blog poświęcony mojej skłonności do decoupage.
niedziela, 31 października 2010

To jest wpis porządkujący, który ma za zadanie jedynie dorzucenie do odpowiedniej kategorii pewnych przedmiotów, które gdzieś tam się już przewinęły, ale błąkają się bezpańsko po blogu. Myślę, że można go potraktować jako wpis widmo, choć czułam potrzebę zebrania tych kilku przedmiotów, które okleiłam różami i zrobienia im wspólnego rodzinnego portretu. Zawsze też mogę pozdrowić wszystkich, którzy to właśnie czytają, co niniejszym czynię.

Pozdrawiam

Grażyna





 


Róże pachną zawodowo.

niedziela, 24 października 2010

Mam nadzieję, że wreszcie wiatr przestał hulać na moim blogu i trochę się zapełniło poza tym, że czasami zupełnie nie zamierzenie i przez przypadek zmienia mi się szata graficzna a ponieważ znowu się odważyłam grzebać w css to nie wiadomo, co się może wydarzyć.  Nie poszłam do magica komputerowego, bo to zupełnie nie przyszłościowe i stwierdziłam, że  jak się teraz nie nauczę czegoś nowego to tylko czekać na jesień życia oczywiście to opcja na dziś. W niektórych poradnikach często proste jak drut zadanie, które wykonuje się w kilka sekund opisane jest jak wielki wybuch tylko wzory podstawiać zwłaszcza jest to trudne, jeśli się nie miało do czynienia z informatyką. Generalnie czekam na moment, kiedy mnie to łaskawie wciągnie do zabawy, bo na razie ciągle podchodzę jak pies do jeża.


 Jeśli chodzi o wazon to był straszliwie obciachowy, ale i tak byłaby awantura gdybym go wyrzuciła, więc nie pozostało nic innego jak go ozdobić. Ponieważ bardzo mi się podobał wazon Ani, która prowadzi blog Moje Pasje i będąc pod jego wpływem chciałam zrobić wazon równie delikatny i eteryczny, jednak geny to coś, co nas znacząco różni między sobą i moje orzekły, żebym go zrobiła po swojemu, więc ze starego rupiecia zrobiłam….. starego rupiecia. Jeszcze go kilka razy muszę wylakierować, ale dziś  wrzucam wpis,  bo mam na to chwilę. Muszę przyznać, że prowadzenie bloga dekupażowego to wielki ogrom pracy. Praktycznie siedem dni w tygodniu trzeba coś dłubać żeby wrzucić wpis raz na tydzień z czego nie zdawałam sobie z sprawy.


Nie z tej beczki....


A w ogóle to odgrzebałam zeszyty z wierszami i aforyzmami  oczywiście nie własnymi  (na zdjęciu poniżej z ogonem Romana), które prowadziłam przez ładnych kilka lat w szkole podstawowej i postanowiłam zacytować czasami jakieś mądre zdanie (ależ ja byłam stara maleńka). Myślę, że to znacząco wzbogaci tego bloga pod kątem poziomu intelektualnego.




Na początek kilka linijek, które często sobie przypominam, jeśli zamierzam zarzucić wykonywanie pożytecznego, ale nudnego zadania albo jakaś inna nędzna przypadłość charakteru mnie dopadnie. Nie zawsze to działa, ale zdaję sobie wówczas sprawę ze swojej małości.





Najbiedniejszego ciosu nie zniesie szczęście nigdy niezmącone

A kto się bezustannie boryka z przeciwnościami losu

Temu ciosy nadały hart stali

Ten nie cofnie się przed żadnym niebezpieczeństwem

Ten nawet powalony na kolana wojuje.




niedziela, 17 października 2010

Niżej wykonana baniuszka i serducho świadczą, że na dobre przyczepiłam się do cracli dalej też mam fazę na białe prace i brązowe różyczki a w ogóle to takie drobiażdżki pokazuję, które są tylko pretekstem, ponieważ głównym powodem wpisu jest pewien mały ignorant na dwóch zdjęciach  poniżej




Nie z tej beczki....

Jest to nowy członek rodziny kocur, który ma na imię Roman i ma gdzieś moją pasję. Skubie pędzelki, łazi po serwetkach a najlepiej jakby mógł spacerować po moich pracach. Wszystko musi widzieć, powąchać a najlepiej pomacać pazurem i jeszcze skubnąć nie zawadzi. Nie rzadko przegoni się przez całe mieszkanie po przekątnej i wpadnie na jakiś mój lakier albo farbę. Drugą propozycją, co do imienia, która nasunęła się mojemu mężowi po obserwacji behawiorystycznej kota był - palikot. Zapewne można by też stwierdzić ADHD choć widać, że na zdjęciu jest słodziutki. Mieszkał kilka miesięcy w sklepie i był bardzo kochany przez dwie bardzo czułe panie z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które żeby nam go dostarczyć musiały nas poznać i zobaczyć, co my za jedni, ale czasami musiał być też uwiązany na szelkach, przez co bywał smutny, co dość trudno mi sobie teraz wyobrazić. Już nie jest smutny obecnie jest małym, słodkim rozrabiaką, i wniósł sporo zamieszania i życia do naszego domu i do mojego dekupażu, ponieważ powinnam raczej wszystko kryć jak przed bombardowaniem.



Roman raczej zamyślony.



Tu Roman z rozbieganymi oczkami nawet kolory mu się rozbiegły.

 

Na początku tego roku za tęczowy most odeszła nasza kocica - Ciciolina, która robiła za psa: żegnała, witała, miała zdanie na każdy temat, co często głosiła wszem i wobec i całkiem porządnego kuksańca potrafiła wymierzyć. Bardzo brakuje takiego zwierzęcia jak odchodzi jednak Roman stara się ją zastąpić na razie nie tak godnie, ale za jakiś czas na pewno mu się to uda. Nie żeby nie było zwierza w ogóle, bo mamy jeszcze starszą schroniskową sukę – Nyguchę.




Ona też ma wielką pasję – spanie, które obecnie jest utrudnione, gdyż jest zaczepiana, czasami deptana i generalnie musi być czujna, bo nie wiadomo skąd może nastąpić atak. Jak widać na zdjęciach nie wszystko, co białe jest białe a co czarne jest czarne albo coś w tym stylu, ale chyba znowu gadam nie poprawnie politycznie. Wiem, że to nie najlepszy układ młody kocur i stary pies, ale nie mogłam się oprzeć jak usłyszałam o jego historii,  no i my jakoś się częściej ostatnio uśmiechamy, albo łapiemy za głowę.


piątek, 15 października 2010

To taki mój, decowytwór, który zrobiłam w jednej części dość dawno, w drugiej części niedawno teraz wszystko zrobiłabym zupełnie inaczej, ale już nie mam do niego siły.

Otóż w spadku po dziadku odziedziczyłam piękną, siermiężną ponad pięćdziesięcioletnią dechę i postanowiłam ją ozdobić czymś nie banalnym i okazało się trudnym, bo zaczynałam i szlifowałam trzy razy. Zależało mi na pozostawieniu jej po części surowej, bo aż szkoda zalepiać lub zamalowywać całość ze względu na piękne, wyraźne słoje. Wybrałam między innymi szaro-brązowy wzór toila, do którego kupienia przymierzałam się kilka razy, bo serwetka wyglądała w internecie dość ciekawie, ale buro jednak jak już zamówiłam jedną natychmiast poleciałam po całą paczkę, choć raczej nie było takiej potrzeby do tego zadania. To tyle o desce.



Również w spadku po dziadku dziedziczyłam okazały słój i postanowiłam przyozdobić go do kompletu z dechą.
 


Ale nie wyszło. Mimo, że miałam nadzieję, że razem stworzą piękną dobraną dzięki korpulentności parę, która kiedyś będzie zdobiła wnętrze stojąc blisko siebie zaszedł ambaras. Nie pasują do siebie i mam dość dobierania farby pod kolor deski, ścierania farby, bo dwa razy go malowałam i marnowania materiałów. Będą stały w oddzielnych kątach. 




I jeszcze tradycyjnie już kilka fotek toile wyszperanych z innych źródeł.




 


sobota, 09 października 2010

Ponieważ jest to prezent z okazji imienin wypadało żeby wzór był nobliwy, więc padło na damę i róże. Ponadto przeszła mi już na dobre trauma po postarzanym krześle, które się lekko rozmazało postanowiłam trochę postarzyć damę no i wreszcie użyłam crackle – opóźniona w rozwoju.

Taki mały truizm - wykonanie prezentów zdekupażowanych powinno odbywać się z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym. Ale oczywiście nie zaplanowałam odpowiedniego wyprzedzenia czasowego. Wystarczyło, że wypadł jeden dzień, bo się przeziębiłam i nie zdążyłam wycieniować różyczek na dole pudełka i w ogóle musiałam gonić ze wszystkim. Ot samo życie.


Poniżej mała i duża dama w wersji z tasiemką i bez.



 



środa, 06 października 2010

Przyznaję po ostatnim krześle, że proces postarzania przeze mnie bywa nieobliczalny, więc postanowiłam od tego procesu odpocząć. Choć zdarzyło mi się już kilka razy, że chcąc zetrzeć coś z przedmiotu, który wydał mi się beznadziejnie przeze mnie ozdobiony wyszedł efekt, którego bym nie osiągnęła gdybym się nie wzięła się za taki proces niszczenia. Wnioski, jakie wyciągam z tych potyczek są następujące: proces niszczenia może być twórczy.
Ale wracając do odpoczynku od postarzania zrobiłam taki oto komplet a ponieważ fiolet nie jest „moim” kolorem tym bardziej bałam się go cieniować i mazać, więc pozostał taki czysty i oczywisty.



sobota, 02 października 2010

Grzebałam w css tak sobie w ramach doszkalania, wyczytałam, że niby nie tak łatwo się da coś zmienić a tu myk i proszę cała szata graficzna jest inna. Na początku wpadłam panikę gdzie moje brązowe kwiatki, ale mąż stwierdził, że może pasuje do wieczorowej pory ten niebieski i jakby przejrzystszy jest cały blog. Muszę się wybrać do magica komputerowego, bo jak tak będzie wyglądała moja nauka css to będzie kiepsko.

Nawiązując do moich śmietnikowych zdobyczy kolejnymi rzeczami są dwa drewniane krzesła. Strasznie takie lubię, ponieważ na jedynym zdjęciu babci, które się zachowało babcia jak prawdziwa dama stoi przy takim krześle. W sklepie jak zobaczyłam cenę zrezygnowałam i dobrze, bo znalazłam na śmietniku, dwa odrapane ze zsiniałym kolorem drewna i siedziskami, na których lepiej nie siadać, ponieważ drzazgi mogłyby naruszyć delikatną strukturę pewnej części ciała. Małżonek je wyremontował (jak zwykle do czarnej roboty), ja pomalowałam i ozdobiłam. Wyszło takie romantyczno-zmotoryzowane krzesło, ciekawe czy babci by się podobało? Na razie nie biorę się za drugie, ponieważ jak jestem w decotransie nie czuję zmęczenia, ale z perspektywy te kwiatki mnie wykończyły. Wiotkie, ale i tak niedocięte, bo by się porwały, a tepowanie, zostało rozmazane przez lakier, mimo, że odstawiłam je na kilka dni do schnięcia. Szczęście, że lubię takie wyraźne postarzanie, bo chyba bym się zaryczała. Do drugiego muszę podejść bardziej sceptycznie.  

Przed założeniem bloga myślałam żeby go zatytułować  - Perypetie z decoupage, teraz żałuję, że tego nie zrobiłam. 




wtorek, 28 września 2010

Konewka nie była wielkiej urody więc postanowiłam  coś z nią zrobić aby mogła jednak stać elementem wystroju wnętrza. Miała być trójwymiarowa i jedna strona z tulipanem jest trójwymiarowa, jednak orchidea się nie udała, bo po wycieniowaniu trójwymiary zanikły a trzy czy nawet cztery górne płatki  sterczą na baczność. Ale podobno nic nie oczyszcza umysłu bardziej niż piwo i porażka jak to powiedział Anthony Bourdain w jednym ze swoich programów kulinarno podróżniczych, więc zamierzam wyciągnąć wnioski. Konewka miała tyle wielokierunkowych powierzchni, że głowa mnie bolała od nadmiaru pomysłów. Właśnie nadmiar pomysłów mówię na to decotrans - czyli coś, co spędza sen z powiek, czas pędzi jak szalony i przestaje mieć znaczenie a wokół mnie jakby huragan Katrina zaczynał się kształtować od ilości przedmiotów, serwetek i innych akcesoriów. Pamiętam takie stany umysłu z dzieciństwa, które świadczyły o naprawdę dobrej zabawie, zapewne, dlatego że mieliśmy jeszcze wtedy naturalną dozę dystansu do siebie.

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i życzę jak najczęstszego powrotu do takich stanów nieważne przy tym, co się robi.


Poniżej na zdjęciu konewka z obu profili, w końcu każdy ma lepszy i gorszy profil.







sobota, 18 września 2010

Dziś kilka słów o moim dokupażu na wyrobach, które już miały lub będą miały kontakt z alkoholem. Butelek nie kocham, ale wkrótce pewnie będę się musiała przełamać, bo to czysty recykling i oszczędność, choć dewiza nieważny smak wina ważny kształt butelki zaczyna mnie już powoli obowiązywać. Nie kocham butelek, więc zrobiłam trzy drewniane pudła do alkoholu każde w innej kolorystyce. Fajnie się je robiło serwetki nawet nie musiałam przycinać na milimetr po prostu owinęłam pudełko jak szalikiem, ale teraz nie mam na nie miejsca i gdzieś tam zalegają kąty. Co robi szalony dekupażysta  nawet   amator jak mu coś zalega i nie ma na to coś miejsca? Kupuje następne najlepiej takie same (okazyjnie) teraz zalegają gromadnie.





wtorek, 14 września 2010

Stało się. Jak idę na urlop mam wrażenie, że ta straszna chwila powrotu nigdy nie nastąpi a w każdym razie na pewno nie szybko. A tu proszę mam wrażenie (zapewne jak większość urlopowiczów), że to był moment.

Ale jeszcze chwila dla wspomnień. Ponieważ bardzo lubimy z mężem Bieszczady jeździmy tam do maleńkiej miejscowości, która nazywa się Krzywe i mieszkamy na kwaterze o nazwie Sokole Pole. Gdy pierwszy raz zobaczyłam to miejsce nie mogłam uwierzyć w taką ciszę i tyle piękna na raz. Kilka fotek, aby pokazać klimaty tego miejsca.




Widok z tarasu na Krzywe.


I z tarasu z drugiej strony domu.


Oczywiście trochę chodzimy po górach. Jeśli o mnie chodzi lubię być na szczycie góry, ale żeby się na nią wspinać to niekoniecznie wie coś o tym mój małżonek, który ciągle gdzieś czeka na ciągnący się ogon, czyli mnie (żeby było śmieszniej zdarza mu się zaliczyć baardzo wysokie szczyty górskie). Zwykle wyprzedzają nas dzieci, emeryci pewnie też niektórzy renciści. W tym roku wymyśliłam żeby było mi łatwiej, że podczas podchodzenia będę myślała o decoupage. I rzeczywiście ta metoda działa, ponieważ zapominam o trudach podchodzenia i wymyśliłam wdrapując się na Smerka chytry plan na pewne pudełko. Poniżej kilka zdjęć z górskich wycieczek.


Górskie widoki

Mężowe górskie zamyślenia.

Górskie kreacje.


Górska zastawa stołowa.


Również w tym roku postanowiłam podarować naszej gospodyni coś zdekupażowanego i pod jej nieobecność zrobiłam na terenie domu (wiem, wiem nieładnie) kilka fotek moich wyrobów. I tak moje wytwory w rustykalnym klimacie na tle pięknego widoku z tarasu z Sokolego Pola, na płocie i na tle pomalowanego przez gospodynię artystycznego wychodka (obecnie nieużywanego), czyli krótko mówiąc - moje decoupage w plenerze.





I jeszcze jedno nasza gospodyni, czyli Uleńka. Na zdjęciu poniżej tego nie widać, ale w środku tego kombinezonu jest nasza bieszczadzka gospodyni z Sokolego Pola. Wiem to na pewno, bo zdjęcie robiłam jej osobiście.



Bieszczadzka gospodyni

 

| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
Moje interesy
Moje prace
Moje ulubione
Mój drugi świat
Sklepy dekupażowe
Sklepy domowe
Z wiejska
Zupełnie inna bajka
PustaMiska - akcja charytatywna
Web Counter
Galeria Unikatu