Znajdziesz tu coś o postarzaniu i ozdabianiu mebli poprzeplatane drobnymi życiowymi przemyśleniami i szczyptą humoru, ale nade wszystko jest to blog poświęcony mojej skłonności do decoupage.
piątek, 31 grudnia 2010


Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami Nowego Roku 2011 życzę wszystkim odwiedzającym mojego bloga pasjonatom wszelkich branż trafnego wyrażania siebie w swoich pracach, wspaniałych pomysłów oraz przekraczania kolejnych wyznaczonych sobie granic a wszystkim, którzy to właśnie czytają radości wszelakiej, wyłącznie ciekawych i wartościowych ludzi na swojej drodze oraz dużo bąbelków w szampanie i kogoś kto zrobi śniadanie.
poniedziałek, 27 grudnia 2010

Jeśli chodzi o mnie nie spędziłam świąt w sposób wymarzony, bo po pierwsze Roman, czyli kot pali-kot prawdopodobnie uderzył się w łepek i zaczął nam powoli schodzić ze świata, więc w sobotę było poruszenie rodzinne i dezorientacja dopiero zastrzyki doprowadziły go do pionu. Ale to nie wszystko, bo przedtem męża rozbolał ząb, więc w dużej części spędziliśmy święta w 24-godzinnych  klinikach weterynaryjnych i dentystycznych lub na odwrót zależało od dnia, co prawda nie my jedni tam byliśmy, bo jeszcze cała masa innych pechowców ludzkich i zwierzęcych.

Już w niedzielę około południa oba problemy rozwiązaliśmy pozytywnie i moglibyśmy zacząć świętowanie, kiedy dotarło do nas, że to prawie koniec świąt i trzeba iść do roboty. Jednak mogę powiedzieć, że równowaga w przyrodzie została zachowana, bo kot odzyskał wzrok i szaleje jak szalał a mąż stracił ząb i też jest zadowolony. 




Jeśli chodzi o to, o co tu chodzi najbardziej, czyli o decoupage mały sukces, bo nie stłukłam donicy od tego kompletu zrobionego na zmówienie. Robiłam go bardzo szybko i nie do końca jakbym chciała, bo czas najwyższy zmierzyć się z kolorowym cieniowaniem i znowu nie wyszło, bo przydałaby się wolna głowa do opanowania nowej rzeczy a nie było takowej w zasięgu i takie tam różne wymówki przed samą sobą. Mimo wszystko uważam, że szklanka jest do połowy pełna.


Jeszcze pokażę prezenty, które otrzymałam od moich uzdolnionych koleżanek. Na zdjęciu pierwszym na naszym imponującym gabarytowo stoliku śliczny na szydełku zrobiony komplet do kawy od koleżanki z blogu - Szydełko, decoupage, kuchnia i nie tylko  a w dalekim tle śpiący Roman w swojej kolorowej kawalerce jeszcze przed urazem łepka. 




Zdjęcie drugie to śliczna buteleczka zdekupażowana przez osobę, która nie prowadzi bloga i jeszcze, co istotne z pyszną nalewką w środku  oczywiście hand made. Zdjęcie jest również z Romanem w tle, ale trzeba się trochę przyjrzeć na zasadzie - znajdź kota.







Wszyscy jesteśmy przywiązani do losu,

Jedni łańcuchem złotym i luźno

Drudzy zardzewiałym i ciasno.

Jaka różnica...



piątek, 24 grudnia 2010


Wigilia


Podano do stołu

- cisza
Łamano opłatek
- szept
Potem zapalono świece
- drżenie
Na pustym miejscu przysiadł się cień
- nadzieja
A potem znowu była cisza
I świece jakby się w sobie skuliły
- samotność
.

Niestety nie znam autora tego wiersza, ale nawiązując do niego życzę wszystkim odwiedzającym tego bloga aby nie czuli się samotni w taki szczególny dzień jak dzisiaj i żeby spędzili święta tak jak to sobie wymarzyli.

Grażyna



niedziela, 12 grudnia 2010

Perturbacji nie było z tym wielkim pudełkiem specjalnych, ale wyszło może nie jak zawsze, ale dość często u mnie, czyli zupełnie inaczej niż planowałam. Miało być białe w stylu shabby shic a jakie jest każdy widzi. Otóż po wszczęciu procedury szlifowania, które należne jest przed każdym malowaniem okazało się, że zaczął się wyłaniać interesujący brak urody tego pudła a dla mnie to przecież woda na młyn, więc postanowiłam je zostawić w spokoju na tym właśnie etapie. Jeśli chodzi o motyw w pierwszej chwili pomyślałam o słynnej już serwetce z galopującymi końmi, ale niestety jej poszukiwania trwają do dnia dzisiejszego zresztą nie tylko tej jednej. Podejrzewam kota pali-kota, ale myślę, że mój udział w jej zniknięciu jest też znaczący. Potem padło na ten ascetyczny motyw ze świecą, któremu obszarpałam brzegi i stwierdziłam, że starczy już zabiegów upiększających, bo dobrze mi wygląda ten ascetyzm. Reasumując nie naharowałam się specjalnie przy tym pudełku.



 







Strasznie trudne do robienia zdjęć było to pudło a w każdym razie ja z moimi umiejętnościami i takim aparatem nie dałam rady nic więcej wycisnąć.



Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy

I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa

Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa

Kto nie lata jak orły lecz stąpa jak lisy.




niedziela, 05 grudnia 2010

Postanowiłam dziś sobie trochę pourągać, bo zauważyłam dopiero teraz, że w poprzednim wpisie na poprzednim komplecie wstążki są jedna w te, druga w tamte, co prawda było minęło, ale sie robi i sie nic nie widzi - taka głęboka myśl mnie naszła.

Co do teraźniejszości miał być znowu komplet tym razem rustykalny bury i ponury, ale nie wyszło, bo dzisiaj doniczka się stłukła i żebym jej choć jedno zdjęcie zrobiła. Właściwie zdjęcie zrobiłam super jest nieprawdaż?




Ponieważ wyjeżdżam służbowo na kilka dni to nie będę mogła dorobić doniczki i może mi się nie chcieć, bo nudzi mnie odrobinę drugie podejście do tego samego. Oj wredny miałam humorek z rana, bo żeby była nieobrobiona, ale oczywiście stłukła się już prawie skończona, wypacykowana właśnie miałam ją lakierować ostatni raz. W każdym razie bardzo mi się dusza radowała, gdy pracowałam nad tym kompletem mieszałam brudne brązy i zielenie, które bardzo lubię zwłaszcza, że ostatnio na blogu wygląda jakbym tylko w pstrych rzeczach lubiła robić.


Nie z tej beczki.....

To żeby trochę było weselej druga odsłona Romana – kota palikota.


Śpiącego w haftach i koronkach

 

przy rurze od odkurzacza


i wreszcie w swoim domku.



Śmierć uśmiecha się do wszystkich jedyne, co możemy zrobić to też uśmiechać się do niej.


Moje małe obsesje

Jestem w posiadaniu kilku małych obsesji i dzisiaj o jednej z nich. Ten dziwny cytat nie pochodzi z mojego szczenięcego zeszytu tylko z filmu  Gladiator, który oglądałam wczoraj w jedynce jeszcze nie setny raz, ale niewiele brakuje - część dialogów znam na pamięć. Posiadam trzy płyty z muzyką z tego filmu: piracką, oryginalną a ponieważ okazało się, że się różnią scaliłam je w trzecią z najlepszymi kawałkami. Po zakupie pierwszej płyta w kompakcie tkwiła około roku a kto wyjął, bo miał ochotę posłuchać czegoś innego miał obowiązek umieścić ją tam z powrotem. Po około półtora roku można było wreszcie zmienić płytę, ale nadal wraca jak bumerang mimo kolejnych odkryć muzycznych. Nie  umiem opisać jak bardzo mi się podoba, bo to, że bardzo nie oddaje w tym przypadku nic. Po prostu obsesja.   

sobota, 27 listopada 2010

Z pewną taką nieśmiałością pokazuję ten mały komplecik, ponieważ butelka już była w koszu, bo klej po etykiecie nie zszedł i po pomalowaniu jakieś farfocle nadal wystawały spod farby ależ zawzięte kleje teraz są produkowane. No i oczywiście pozostał wyrzeźbiony fabrycznie romantyczny napis – oleofarm, który po pomalowaniu nie przestał być równie efektowny jak przed a zdaje się, że jest na to taki banalny sposób jak szpachlowanie, jednak uświadomiłam to sobie dopiero po fakcie. Po namyśle wyjęłam butelkę ze śmieci i stwierdziłam, że nalepię gdzieś na próbę ten motyw z dziewczynką, który mi się podoba, a ponieważ jest duży to nie wszędzie można, więc padło na butelkę, bo jest duża, więc można, a wyrzucę ją dopiero jak uznam, że będzie do bani wyglądał na niej ten motyw, a na romantyczny fabrycznie wyrzeźbiony napis - oleofarm przylepię tę czerwoną wstążeczkę z bluszczem i kończąc bardzo powoli to zawiłe zdanie powiem nieskromnie, że spodobało mi się to, co zrobiłam, mimo, że trochę boli w oczy od kolorów i w rezultacie nie wyrzuciłam butelki i jeszcze do niej nieszczęsnej dorobiłam deskę. A ponieważ na blogach już dawno święta a u mnie nic, więc i u mnie święta, choć ta dziewczynka dopiero wysyła list z życzeniami świątecznymi, więc to chyba jest czas przedświąteczny tak sobie wydedukowałam, ale mogę się jednak mylić.








Przeciw czemu żyjesz?

Przeciw czemu śpiewasz?

Może łapki umyjesz

mydłem róży pąk?

Sny masz ładne to śnij je

tylko nie licz na rewanż

sny się tworzy jak dotąd

przy pomocy rąk.

Chcesz swą dolę człowieka

sprytnie obejść z daleka

tyś wygodny maleńki

bardzo dobrze to wiesz

nim się rączki załamie

trzeba umieć na pamięć

kim się jest

co się myśli

no i czego się chce.

 

J. Kofta

 


niedziela, 21 listopada 2010

Wyszedł mi dzisiaj dość długi wpis, dlatego niecierpliwym proponuję tylko obrazki. Miałam ten wpis zatytułować komplet bury, ale okazał się w rezultacie wcale nie być burym, a wszystko, dlatego, że biel na tej serwetce zanikła, kiedy nakleiłam na ciemne tło te ciemne róże jednak po podmalowaniu farbą wydobyłam ją z nawiązką i komplet ożył. Pomalowałam go metaliczną oliwkową farbą ze zwykłego sknerstwa, ponieważ mam dużo tej metalicznej oliwkowej farby zresztą idą święta to może niech się zacznie przynajmniej trochę świecić z tej okazji.






No właśnie idą święta i planujemy z mężem zakup wspólnego prezentu - staroci, ponieważ, od kiedy kupiliśmy komplet krzeseł, które nam potem cuchnęły przez całe święta i nowy rok uważam, że to najlepszy prezent na gwiazdkę. Nie żebym specjalnie lubiła jak coś cuchnie. Sedno tkwi w dochodzeniu do kompromisu jak tego grata potem wyremontować moim zdaniem bardziej postarzyć, męża zdaniem przywrócić do pierwotnego wyglądu, czyli wyremontować czy postarzyć oto jest pytanie. Obecnie krzesła są całkiem eleganckie i już nie cuchną. Jeszcze szlifierka wchodzi w grę, bo ilość rzeczy do szlifowania, w których posiadanie weszliśmy ostatnio zaczyna przewyższać wzięcie dwóch lat bezpłatnego. Takie prezenty gwiazdkowe to przecież czysta romantyczność.





Nie z tej beczki....

No właśnie teraz zupełnie z innej beczki zaglądają do mnie panie urzędniczki-pasjonatki pokrewne mi dusze, które oprócz pracy zawodowej mają pasje i też je od tych pasji lekko zakręciło, no i coś tam sobie dłubiemy na boku po godzinach, co jest  to niezbitym dowodem na to, że urzędnicy to też ludzie i na dodatek mają odrobinę wyobraźni? I wiem, że domownikom przeszkadzają nasze różne szpargały leżące i tu i tam a czasami w dziwnych miejscach, ale przecież musimy mieć jakąś odskocznię. Oczywiście my też staramy się zrozumieć domowników, np. pewnego późnego wieczoru wylałam trzy czwarte litra lakieru  fluggera na siebie dywan i meble i mój mąż nie był tym zachwycony i ja to rozumiem, ale potrzebne jest zrozumienie z obydwu stron i należy nad tym nieustająco pracować.




O miłości między dwojgiem ludzi decyduje często drobny, śmieszny i przypadkowy szczegół, o którym trudno byłoby przypuścić, że nie tylko o tak niezwykłej rzeczy jak miłość, ale o czymkolwiek w ogóle jest w stanie zdecydować.


poniedziałek, 15 listopada 2010

Półkę taką z bardzo pożądanej i wszechobecnej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku boazerii przyozdobiłam lub mogę też powiedzieć pozbawiłam resztek młodości. Mieliśmy ją z mężem wyrzucić jakieś dwanaście a może i dłużej lat temu, ale nie wyszło jak widać. Kiedyś pomalowałam ją na biało żeby tak bardzo nie straszyła a ostatnio wylepiłam i wyszła trochę sado maso, ale lubię takie mocne postarzanie, które jest możliwe właśnie na wiekowych przedmiotach, bo jak nie wyjdzie to trudno. Wiem, że nie jest to styl dla każdego, ale ja mogłabym mieszkać w takim postarzonym i lekko obszarpanym w sposób kontrolowany domu, co zamierzam powoli wprowadzać w życie. Operacje, jakich na niej dokonywałam spokojnie można nazwać antyporadnikiem dla początkujących, bo ciągle wymyślałam coś nowego żeby ją podniszczyć lub coś domazać jednak mimo wszystko przyjemnie mi się pracowało, bo ma wiele różnych łączeń i zaułków jak to boazeria i zaczęłam podejrzewać siebie, że jestem stworzona do większych gabarytów, ponieważ nakręcam się proporcjonalnie do wielkości rzeczy, którą obrabiam a przy takich właśnie większych to zupełnie jakbym na jakiś dopalaczach była. 





Perturbacje oczywiście były, bo zdzierałam poprzedni motyw zanim wpadłam, na te spopielone róże, które wreszcie doczekały się swojego momentu w związku, z czym widać na jednej zwłaszcza szufladzie większą dewastację po szlifowaniu niż na drugiej, ale to przecież u mnie normalne.




Duża wiedza czyni skromnym mała zarozumiałym

Puste kłosy dumnie wznoszą się ku niebu,

Kłosy pełne ziarna w pokorze pochylają się ku ziemi

wtorek, 09 listopada 2010

Może to nie jest największy powód do świętowania jednak postanowiłam o tym wspomnieć, ponieważ mniej więcej w tym czasie mija rok, od kiedy zaczęłam zabawę w decoupage, od kiedy koleżanka powiedziała mi dla zachęty, że to tylko „pomalować, nalepić i już” – nowa definicja decoupage. Nieco się nauczyłam (takich naprawdę pierwszych prac nie pokażę nawet choćby mnie na kole łamano) i jeszcze więcej zostało mi do nauczenia, ale się nie poddam i tylko tego upartego czasu jakoś nie można okiełznać ani nie chce się podporządkować drań.

Priorytety w moim życiu lekko się poprzestawiały i trochę się obawiam jak mi nie przejdzie jak będzie wyglądał mój dom za kolejny rok, bo choć wymyślam coraz to nowe skrytki na przetrzymywanie materiałów to jednak przestrzeń życiowa kurczy się jak purchawka. Zastanawiam się nad przeniesieniem półki z książkami, a to z kolei zaczyna po zamachu na ciuchy wyglądać jak zamach na stronę intelektualną w naszym domu. A propos przetrzymywania książek taką interesującą fotkę znalazłam z bardzo mobilnymi półeczkami.

 


Mimo wszystko stwierdziłam, że zasługuję na nagrodę i zrobiłam sobie takie oto pudełeczko na drobiazgi biżuteryjne i inne starocie, choć obecnie rzadko dochodzi do kupowania biżuterii, bo zawsze coś do decoupage można by za to kupić. Zdaje się Marylin Monroe śpiewała, że brylanty no może przesada na naszej szerokości geograficznej, błyskotki są najlepszym przyjacielem kobiety. Niektóre jednak wolą deski, kleje i papier ścierny.




Duże perturbacje były przy powstawaniu tego pudełka na tyle duże, że wygląda zupełnie inaczej niż na początku. Powinnam perturbacje wpisać na stałe w harmonogram, bo chyba byłoby mi już bez nich nudno.

 


Lepiej nie odzywać się i wydawać się głupim

niż odezwać się i rozwiać wszelkie nadzieje.

niedziela, 31 października 2010

Z moimi pomysłami to jest czasami tak, że głowa boli od nadmiaru, ale jak przyjdzie do konkretów to pustka. Z pudełkami tak właśnie było. Jak wymyśliłam górę albo dół to myślałam o kolejnej górze albo o dole, albo o środku pudełka. Serwetki, papiery różnej maści i struktury a zdaje się, że dopadła mnie pułapka nadmiaru. Przypomniałam sobie o wycinkach z gazet, które zbierałam latami. Niestety trzy czwarte z nich wyrzuciłam, bo jeszcze przed zapoczątkowaniem przygody z dekupażem stwierdziłam, że to zabawki nie dla poważnych pań. Jednak okazało się, że zeszyty z wierszykami się przydają, wycinanki też się przydają zastanawiam się czy to progres czy regres osobowości. Na żółtym pudełku ciut za dużo się dzieje no i oczywiście nie obyło się bez perturbacji, ale już nie będę się znęcać i daruję wszelkie opisy.






I kolejny aforyzm już bez wnikliwej i błyskotliwej interpretacji oraz bogatej autorefleksji. Jak to w wierszu kilka słów, które pasują by być blisko siebie.



Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń. Jest po prostu inne.

| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
Moje interesy
Moje prace
Moje ulubione
Mój drugi świat
Sklepy dekupażowe
Sklepy domowe
Z wiejska
Zupełnie inna bajka
PustaMiska - akcja charytatywna
Web Counter
Galeria Unikatu