Znajdziesz tu coś o postarzaniu i ozdabianiu mebli poprzeplatane drobnymi życiowymi przemyśleniami i szczyptą humoru, ale nade wszystko jest to blog poświęcony mojej skłonności do decoupage.
Blog > Komentarze do wpisu

Poskromienie frustracji

 

To będzie chyba najdłuższy wpis w historii bloxa, ale będzie też sporo zdjęć, więc może da się przebrnąć. Obiecuję, że kiedyś nie odezwę się ani słowem.

Ponieważ moje malkontenctwo z ostatniego wpisu zostało nieco zganione w komentarzach, więc postanowiłam, że nie będę dokonywać wpisów, gdy duszę trawi smutek a myśli błądzą po bezdennych zakamarkach duszy w poszukiwaniu ukojenia. W końcu taki pakiet genetyczny mi został przydzielony a zawsze mogło być gorzej. Dla odmiany trochę frustracji będzie pod koniec.

Wracając do tematu wiodącego zauważyłam, że od pewnego czasu róże odłogiem leżą u mnie i poza leciwym kuferkiem dawno nic nimi nie okleiłam a przecież róże to królewskie rośliny i należny jest im szacunek. Tak po długim rozstaniu wrzuciłam je na taki mały komplecik, bo i róże, którymi ozdobiłam ten komplecik są małe, gdyż nie zauważyłam po raz kolejny, że nie ten format serwetki zamówiłam. Trzeba będzie zamówić następne wszak nie chodzi o to żeby złapać króliczka, ale by gonić go, choć jestem przeciwna jakiejkolwiek formie dokuczania zwierzętom.







Powyżej różany komplecik w nadkomplecie i znowu jak przystało na urzędniczkę kilka stempli przystawiłam. Koszyczek był różowy i jeszcze na dokładkę się ubrudził a ponieważ jest ze sznurka to nie można go było tak po prostu wyczyścić, więc jego być albo nie być wisiało na włosku. Teraz jego los nie jest zagrożony.

Natomiast poniżej komplecik słoneczny, który  ignoruje kolejność pór roku, ponieważ chciałam żeby nawet nie wiosną, ale od razu latem zapachniało a przy okazji odrobiną optymizmu. Inwencja przy nim polegała na postarzeniu boków i po raz pierwszy pochlapaniu kropek. Dość długo odkładałam te kropki na potem a nie należy nic odkładać na później albo na potem, bo może się zdarzyć, że nie tego będzie potem albo później. Poza tym czułam się jak dziecko, któremu wreszcie pozwolono się trochę pobrudzić.
Kilka kadrów z życia Romana z dialogiem wewnętrznym na tle słonecznego kompleciku.


Przecież tylko ślicznie patrzę.


No, ale tam coś wisi. Nie dam rady. Muszę przynajmniej powąchać. Będę delikatny.


Powąchać i dotknąć. Ale fajne.


Oj tam. Biorę w obroty. Przecież nikt nie widzi.


A skoro o porach roku mowa wkrótce zakwitną białe bzy i trzeba będzie wziąć byka za rogi, bo działka się zacznie a tam do obróbki czekają trzy kredensy (mam nadzieję, że jeden wkrótce wyłoni się z tumanów kurzu jak afrodyta z piany), sześć stolików, dwie trzydrzwiowe szafy, szafeczka krawiecka z milionem zakamarków….chyba to wszystko. Warunek jest taki, że już nikt nic nam nie podrzuci, bo potrzeba bezpłatnego wydłuży się o kolejne pół roku. Zresztą i ja zanim wyrzucę teraz jakikolwiek najbardziej dziadowski mebel czy bibelot przyglądam  mu się przez lupę, bo może da się jeszcze coś z niego wycisnąć poprzez zabieg pielęgnacyjny lub rehabilitacyjny i zyskać unikat na skalę światową z odrobiną własnej emocji i inwencji.

No, więc jak zacznie się działka nasza małżeńska spółka zoo weźmie się za skrobanie, szlifowanie, szpachlowanie i inne zbliżone duchem zajęcia zagryzając w biegu suchą bułą i popijając zupką z torebki w kreacjach mocno odstających od najbardziej pozbawionego stylu pokazu haute couture wyciągniętych z mojego zdekupażowanego pawlacza.

 W ten sposób poznajemy z małżonkiem swoje predyspozycje osobowościowe oraz eliminujemy czynniki zakłócające przez właściwe kształtowanie dziennego rozkładu zajęć. Niestety zasady netwoorkingu nie działają, bo w okolicy rzadko pojawia się jakikolwiek człowiek, ale z góry zaplanowana wydajność pozwala nam na osiągnięcie celów. I jeszcze w ramach dalszego rozwoju osobistego zamierzam po raz pierwszy w życiu zabawić się w rolniczko-ogrodniczkę. W końcu nie możemy okładać się pampersami powiedział w jednym z wywiadów Dariusz Michalczewski i my też musimy być twardzi i otwarci na propozycje, które dyktuje nam nasze wnętrze. Oj chyba będzie jazda.

 Co za choroba żeby z własnej nieprzymuszonej woli nurzać się w ziemi, kurzu, farbie i śmierdzących rozpuszczalnikach a nie ekscytować się przebywaniem  w nowoczesnych, marmurowych biurowcach, gdzie jest sterylnie i bezosobowo przy okazji aplikowania sobie codziennej dawki ołowiu w pogoni za rozszalałymi kierowcami MZK, którzy czerpią radość z zamknięcia drzwi przed nosem. Nie wiem czy w epoce znikających zawodów ludwisarzy czy połykaczy ognia i w erze zamrażania ciał w ciekłym azocie lub wódki w tubkach wypada mieć takie poglądy, ale ja takie mam. Odrobinę się uniosłam. Fotka odzwierciedlająca moje uczucia.



Arcydzieło filmowe moim zdaniem - „Dzisiejsze czasy” Charlie Chaplina z Charlie Chaplinem w roli głównej oczywiście. Temat będzie prawdopodobnie aktualny do końca świata a może i dłużej.

Znikam na kilka dni w Bieszczady żeby naładować akumulatory i nie będzie lepienia a malkontenctwo, frustracja i temu podobne zostaną przepędzone na cztery wiatry mam nadzieję. Do następnego razu.

 


Zajmowanie się przez większą część naszego życia, czymś, co nas niewiele zajmuje, prowadzi do niewrażliwości. Ten brak wrażliwości objawia się coraz natarczywiej w naszym życiu. Coraz więcej ludzi umiera na raka, powietrze i żywność są zatrute, a tymczasem wciąż produkuje się szkodliwe związki chemiczne i całą masę niepotrzebnych rzeczy. To napędza koniunkturę przemysłu farmaceutycznego i "biznes się kręci". Jest "wzrost gospodarczy", nawet, jeśli faktyczna jakość życia spada. Jest to cyniczny wyścig, służący jedynie temu, aby zapewnić sobie doraźnie środki do istnienia…

Choć spotykam ludzi, którzy chcą żyć prawdziwie, słuchają tego, co tak naprawdę jest dla nich ważne, co im daje radość. Ludzi, którzy mając jakieś ideały, długo szukają i nie mogą znaleźć sobie atrakcyjnej pracy. Nie znajdują, bo myślą, że ktoś im podsunie ich własną bajkę….

Paweł Listwan fragmenty – „Klub ludzi antykariery”– www.wegetarianski.pl


Pozdrowienia i gratulacje dla wszystkich, którzy dobrnęli do końca.

Grażyna


czwartek, 03 marca 2011, kraszynka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ren-ya
2011/03/03 20:50:20
Grażyno, dobrnęłam do końca i było mi bardzo miło gościć w Twoim świecie. Może dlatego, że też cierpię na tą dziwną chorobę i z satysfakcją nurzam się w kurzu i farbach:), a czasem też w przeróżnego rodzaju frustracjach.
Różany zestaw jest bardzo romantyczny, a letni sprawił, że niemal poczułam zapach kwiatów i rozgrzanej słońcem ziemi.
Miłego odpoczynku w Bieszczadach!
-
2011/03/03 20:51:54
Piękne te komplety decu, co do mebli to też chcę się tego nauczyć, a wypadu w Bieszczady normalnie zazdroszczę.Pozdrowienia
-
2011/03/03 21:12:15
Jak zwykle piekne pioro ,swietnie sie Ciebie czyta :)
A zestawy to juz bajka ,jesli bym miala zdecydowac ktore motywy ladniejsze dlugo by to trwalo :) Oba urzekajace i bardzo pachnace :)
Masz swietne pomysly i dar tworzenia,cuda z Twoich rak :)
Poz.dana
-
Gość: gohat, 109.243.151.*
2011/03/03 21:34:36
Mój faworyt to różany komplecik.
Jest Super
Pozdrawiam
-
2011/03/06 11:56:56
Pomimo, że nie jestem fanką mocnego postarzania muszę przyznać, że Twoje komplety mi się podobają. Zestawik z różami jest bardzo ładnie skomponowany, a postarzenia dodają mu tylko uroku i niepowtarzalności.
Pozdrawiam
Anka
-
Gość: Pracownia Esta, *.ssp.dialog.net.pl
2011/03/11 09:42:05
Bardzo ładny komplecik. Dziękuję za namiar na serwetki:) Wiem, już widziałaś moje prace i dziękuję za miłe słowa:) Twoje prace także są śliczne. Będę tutaj zaglądała. Pozdrawiam.
-
kraszynka
2011/03/12 19:47:40
Bardzo dziękuję wszystkim Paniom za przemiłe komentarze dotyczące prac i nie tylko, bo każdy temat może być dobry do rozmowy. Czuję się zaszczycona tak miłymi słowami osób, które robią piękne rzeczy w różnych dziedzinach i w zupełnie różnych stylach. Cieszę się też, że odzywają się osoby, które nie prowadzą blogów. Zapewne jest trochę trudniej choć ja nie gryzę. Naprawdę.
Pozdrawiam serdecznie
Grażyna
-
Gość: Mira, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/03/13 07:40:56
To moja ulubiona różana serwetka, ale to już wiesz :))) Pięknie pasuje do takiego "nadgryzionego" dekupażu, bo te róże są takie nieoczywiste, jak namalowane akwarelką. Komódka jak u Mariny Nikuliny, której "starocia" podziwiam z zazdrością. To, co ona robi z przedmiotami to prawdziwe mistrzostwo. Czy to duży nietakt, że goszcząc u Ciebie chwalę kogoś innego? Mam nadzieje, że tak tego nie odbierasz, zwłaszcza, że mam przeczucie, że i Ciebie decou- Mariny zachwyci.
Za to prowansalską butelka zachwycę się już bez żadnych porównań i odnośników. Jest bardzo stylowa. Pozdrawiam Cię cieplutko.
-
kraszynka
2011/03/13 14:39:40
Droga Miro. Absolutnie mnie nie obraziłaś ponieważ porównanie do Mariny Nikuliny to dla mnie największy zaszczyt, bo jest ona moją idolką w postarzaniu i robi to najlepiej jak jestem w stanie to sobie wyobrazić. Naturalnie. Natomiast te róże polubiłam wręcz odkryłam dzięki Tobie i temu co masz na swoim blogu i zamierzam udać się po zakup całej paczki. Przedtem ich nie zauważałam wydawały mi się jakieś niedorobione, albo co. Fajnie, że jeden moty można zrobić na sto sposobów i każda inaczej.
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam również.
Grażyna
-
Gość: LouLou, *.internetia.net.pl
2011/04/26 20:58:58
Piękny blog i piękne prace. Komplecik różany z koszyczkiem jest cudowny. Podziwiam.
-
ideeko
2013/01/04 01:02:21
Świetny blog
Myśle ze mozna by z tego zrobić świetne opakowania ekologiczne na prezety swiateczne i nie tylko.
Bede zagladal
PustaMiska - akcja charytatywna
Web Counter
Galeria Unikatu